Niniejszy tekst będzie nieco odmienny od prezentowanych wcześniej, opartych o konkretne przykłady zdarzeń występujących na rynku ubezpieczeniowym. Dzisiaj - korzytając z ponad już dwuletnich obserwacji tego rynku i coraz grubszej "teki rzecznika" chciałbym pokusić się o sformułowanie ogólnych uwag odnoszących się do prawnej i faktycznej pozycji konsumenta w naszym kraju. Rynek ubezpieczeniowy jest jednym z segmentów rynku połączonego wspólnymi cechami i uwarunkowaniami ekonomicznymi oraz przepisami prawnymi, toteż uwagi te - jakkolwiek oparte głównie o obserwacje problematyki ubezpieczeniowej - odnoszą się do ochrony konsumentów w ogóle. Na wstępie chciałbym wysunąć tezę, iż modelu ochrony konsumentów dotychczas w Polsce nie ma.
Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka, a niektóre z nich wypływają z pewnych wcześniejszych uwarunkowań i poglądów.
W rozważaniach i dyskusjach nad rozwojem gospodarki rynkowej w Polsce wciąż zbyt mało uwagi zwraca się na problem zróżnicowania podmiotów na nim występujących. Na ogół eksponowana jest rola przedsiębiorców i, ogólnie biorąc - kapitału, co oczywiście nie może dziwić w sytuacji naszego kraju, gdzie do niedawna czynniki te miały zupełnie inny charakter i kształt zdeterminowany określonymi założeniami modelowymi. Już nieco mniej mówi się o drugim z podmiotów - państwie, a jeżeli to przede wszystkim w aspekcie jego z założenia malejącej roli jako właściciela i producenta. Zupełnie nieraz na margines sprowadza się trzeci podmiot - konsumentów, co nie oznacza, aby nie zdawano sobie sprawy z ich roli - do nich przecież kierowana jest coraz aktywniejsza fala reklamy i wobec nich stosowane są coraz różnorodniejsze formy marketingu i sprzedaży. Ale właśnie chociażby z tego wynika, że podmiot ten jest postrzegany i traktowany jako element bierny, a właściwie - raczej jako przedmiot działań dwóch pierwszych podmiotów, a nie pełnoprawny związany z nimi czynnik.
Oczywiście nie oznacza to, że nic się od przełomu lat 80 i 90-tych tutaj nie zmieniło; do przeszłości już raczej należy pogląd, że wystarczy wprowadzenie mechanizmów rynkowych, a one same wszystko najlepiej uregulują, z problem ochrony konsumentów włącznie. Tym niemniej wraz z ewolucją tych poglądów nie postępują systemowe działania regulujące ten właśnie element rynku.
Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że tak naprawdę - po części uznaje się jednak samoczynną rolę rynku automatycznie uwzględniającą prawa konsumentów, a po części - wciąż pokutuje u nas odziedziczone po poprzednim systemie przekonanie, że najlepiej o prawa te dba państwo i to przy wykorzystaniu swych funkcji władczych.
Oczywiście oba te czynniki w warunkach gospodarki rynkowej i demokratycznego ustroju wywierają pozytywny na ogół wpływ na prawa i faktyczną sytuację konsumentów, tym niemniej "gołym okiem" można zauważyć również oddziaływania negatywne, a już na pewno - wyraźnie drugoplanowe i "odgórne" jej traktowanie. Innymi słowy: dopuszcza się teoretycznie i działa w praktyce "na rzecz konsumentów" - znacznie gorzej odbiera się działania ich samych.
Skutkiem tego (ale i jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy) jest właśnie brak modelu ochrony konsumentów, mówiąc więcej - chyba daleko jeszcze do jego wypracowania, ponieważ niewiele się w tym kierunku czyni. Nie oznacza to, aby działań takich nie było, są one jednak nieskoordynowane i zdominowane przez rozstrzyganie problemów praktycznych i próby przeciwdziałania konkretnym niepożądanym zjawiskom. Pora więc, aby takie działania podjąć.
Tworząc polski model tzw. prawa konsumenckiego i ochrony konsumentów należy oczywiście skorzystać ze wzorów znanych na zachodzie. Tam, mimo - a może właśnie ze względu na znacznie dojrzalszy system gospodarki rynkowej - przykłada się do tych spraw duże znaczenie. Wystarczy przejrzeć odpowiednie dyrektywy Unii Europejskiej - notabene wciąż zbyt słabo u nas znane, aby zobaczyć, że prawa konsumentów traktuje się bardzo poważnie i uznaje za immanentny czynnik stosunków rynkowych, niezbędny nie tylko dla ochrony interesów konsumenckich sensu stricto, ale traktowanych równiez jako jedną z przesłanek rozwoju gospodarczego. W samym sektorze ubezpieczeń zaowocowało to m.in. powołaniem w wielu krajach, np. Szwajcarii, krajach skandynawskich, Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii, odrębnego urzędu zbliżonego konstrukcją do naszego Rzecznika Ubezpieczonych. Było to wynikiem konstatacji, iż pozycja prawna i faktyczna konsumenta usługi ubezpieczeniowej w stosunku do ubezpieczycieli charakteryzuje się brakiem ekonomicznej i prawnej równowagi stron.
W Polsce panuje w tej mierze znaczna różnica poglądów. Niektórzy twierdzą, że demokratyczny sytem polityczny i wolność gospodarcza oraz wynikające stąd implikacje, także w postaci funkcjonowania m.in. urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich i wynikająca z zasady wolności zrzeszania się możliwość rozwoju społecznych ruchów konsumenckich załatwiają sprawę.
Są to oczywiście bardzo ważne czynniki, ale np. właśnie organizacje konsumenckie postulują uchwalenie ustawy o ochronie konsumenta, co przez środowiska producentów przyjmowane jest - w najlepszym razie - z rezerwą. Wśród tych ostatnich popularny jest z kolei pogląd, że najlepszą gwarancją ochrony konsumenta jest konkurencja.
Tak więc niezbędna jest rzeczowa, poważna dyskusja nad kształtem modelu tej ochrony, z którego wynikać będą rozwiązania szczegółowe.
Tworząc model ochrony konsumenta musimy pamiętać, że nie oznacza to wcale zasadniczego ograniczenia praw producentów a pogodzenie tych interesów jest niezbędną przesłanką dobrego funkcjonowania rynku.
Pamiętajmy przy tym o art. 76 Konstytucji, która nakłada na władze publiczne obowiązek takiej ochrony. Mieści się w tym - moim zdaniem - również uprawnienie samych konsumentów do większego niż dotychczas wpływu na kształtowanie swych praw.